Świt to najpiękniejsza pora dnia. Nie dość, że można się wsłuchać w dźwięki natury, to jeszcze światło sprawia, że wszystko wokół nabiera odrobiny magii. Dlatego moje wakacje zawsze zaczynają się w okolicach wschodu słońca. Zabieram wtedy psa i wspólnie robimy poranny obchód. Nie inaczej było podczas naszego ostatniego biwaku. Po wyjściu z namiotu ze zdziwieniem zauważyłam, że rzeka mocno wezbrała. Po wczorajszych kamiennych wysepkach nie pozostał najmniejszy nawet ślad. Potok, który jeszcze poprzedniego dnia płynął sobie spokojnie, w ciągu kilku godzin zamienił się w rwącą górską rzekę. Taką, która bez większego wysiłku unosi potężne pnie drzew. A wszystko to za sprawą w sumie niewielkich opadów. Rano jeszcze lekko pokropiło, więc nad ziemią unosiła się delikatna mgiełka. W połączeniu ze wschodzącym słońcem tworzyła takie obrazy, że stałam i gapiłam się na nie jak małe dziecko na watę cukrową. Poranki w Rumunii mają jeszcze jeden plus. Można wtedy obserwować zwierzęta, któr...
Po nocy pełnej skrzeku żab i Mańkowego chrapania, poranek upłynął nam na intensywnym poszukiwaniu pożywienia. ;) Znaleźliśmy nieopodal kilka drzewek z przepysznymi mirabelkami, więc dziewczyny zgłosiły się na "ochotnika" do zbiorów. Bo życie za granicą, jak wiadomo, tanie nie jest, a jeść coś trzeba. Do tej pory zastanawiam się, czy za jakąś chwilę nie wjadą mi na chatę jakieś służby, bo uznają, że te wakacje polegały na czerpaniu korzyści z pracy nieletnich. Jakby co, nie pracowały za darmo. Długo potem jeszcze spożywały to, co siłą własnych rąk zebrały. Po śniadaniu nastąpiła pierwsza na tym wyjeździe zmiana planów. Uznaliśmy, że skoro już jesteśmy blisko Timisoary, zwiedzimy ją zanim pojedziemy dalej. I trzeba przyznać, że był to bardzo dobry pomysł. Timisoara to jedno z tych miast, które oczarowują już od pierwszych sekund. Oprócz wszechobecnych zabytków jest tu też atmosfera miasta, w którym chce się być. Tak po prostu. Przy okazji miałam wrażenie, że w któr...