Może marzec nie jest wymarzonym miesiącem na jakieś dalekie wyprawy. Dość krótkie dni, szarość we wszystkich odcieniach i chłód, który potrafi przedrzeć się przez kilka warstw ubrań nie nastraja odkrywczo. Przynajmniej mnie. Ale nawet takie nudne miesiące miewają dobre momenty. Jeden z nich przypadł w okolicy weekendu, więc go natentychmiast wykorzystaliśmy. A jak! W planach było pokręcenie się w okolicach Doliny Bystrzycy. Bo po pierwsze mamy tam przysłowiowy rzut beretem a po wtóre, jest to miejsce, gdzie zawsze znajdzie się coś interesującego. Czasem są to ruiny jakiejś historycznej budowli, czasem dobrze utrzymany pałac a innym jeszcze razem miejsce, które natura ukształtowała w taki sposób, że ciężko uwierzyć że to, na co patrzymy jest rzeczywiste. Wydawać by się mogło, że jadąc tam po raz kolejny, część rzeczy powinna nam spowszednieć i nie powinniśmy liczyć na jakieś większe zaskoczenia. O święta naiwności! Kiedy już nasyciliśmy oczy ruinami okolicznych pałaców,...
Teren Cricovej, jak i praktycznie całej Republiki Mołdawskiej znajdował się kiedyś pod wodą i stanowił część jeziora Paratetyda. Powiedzieć o nim, że było ogromne to nic nie powiedzieć. Szacuje się, że było w nim 10 razy więcej wody niż we wszystkich współczesnych jeziorach razem wziętych. Wody już nie ma, ale pozostały po niej chociażby wapienie. I to w nich drążono tunele a urobek przeznaczano na odbudowę między innymi odległego o 15 km Kiszyniowa, który w wyniku działań wojennych leżał w ruinie. Cricova nazywana była kiedyś "miastem górników" i przyjechaliśmy tu po to, aby odwiedzić jedną z kopalń. Co prawda zaprzestano już wydobycia a sam obiekt obecnie spełnia inne funkcje, ale myśl o chodzeniu po korytarzach dawnego wyrobiska zawsze wywołuje u mnie pozytywne odczucia. Legenda mówi, że mieszkał tu kiedyś mnich, który zajmował się produkcją wina. Po tym, jak pojawili się Turcy, postanowił uciekać i schronił się w skałach, gdzie kontynuował swój p...