Przejdź do głównej zawartości

Posty

Mirabelki, rewolucja i miasto, które nie chciało nas wypuścić

Po nocy pełnej skrzeku żab i Mańkowego chrapania, poranek upłynął nam na intensywnym poszukiwaniu pożywienia. ;) Znaleźliśmy nieopodal kilka drzewek z przepysznymi mirabelkami, więc dziewczyny zgłosiły się na "ochotnika" do zbiorów. Bo  życie za granicą, jak wiadomo, tanie nie jest, a jeść coś trzeba. Do tej pory zastanawiam się, czy za jakąś chwilę nie wjadą mi na chatę jakieś służby, bo uznają, że te wakacje polegały na czerpaniu korzyści z pracy nieletnich. Jakby co, nie pracowały za darmo. Długo potem jeszcze spożywały to, co siłą własnych rąk zebrały.  Po śniadaniu nastąpiła pierwsza na tym wyjeździe zmiana planów. Uznaliśmy, że skoro już jesteśmy blisko Timisoary, zwiedzimy ją zanim pojedziemy dalej. I trzeba przyznać, że był to bardzo dobry pomysł.   Timisoara to jedno z tych miast, które oczarowują już od pierwszych sekund. Oprócz wszechobecnych zabytków jest tu też atmosfera miasta, w którym chce się być. Tak po prostu. Przy okazji miałam wrażenie, że w któr...
Najnowsze posty

Urseni - miejsce, gdzie żaby nie znają ciszy nocnej.

  Po noclegu w kamieniołomie w Hercegkút ruszyliśmy w stronę Rumunii.  Najpierw wypatrzyliśmy jezioro Vekeri-Tó koło Debreczyna. A właściwie miejsce, w którym jezioro kiedyś najwyraźniej było.  Pozostały po niej malownicze podesty i typowo wodna roślinność. Najwidoczniej woda uznała, że nie będzie na nas czekać i wyparowała była.  Później obiad, który zrobiliśmy sobie nad rzeką w Fughiu. Tam, gdzie nocowaliśmy już 2 razy przy poprzedniej wizycie w Rumunii. Różnica była taka, że ostatnio towarzyszyły nam owce, konie i kozy i zaglądające  nam ciekawie do namiotu krowy. Tym razem zwierzęta zrobiły sobie dzień wolny. Zastąpiła je bryczka przejeżdżająca przez rzekę i chłopaki na quadzie.   Po drodze wypatrzyliśmy stoisko z arbuzami. I kiedyśmy już mieli dokonać zakupu,  portfel przypomniał nam, że wakacyjny budżet też ma swoje granice. A dokładniej mówiąc, nie mieliśmy tyle gotówki.  Na szczęście Rumuni bardzo lubią dzieci, więc kiedy sprzedawczyn...

Dzień w Hercegkut czyli wino, UNESCO i kamieniołom

  Są ludzie, którzy na wakacje wybierają miejsca, w których można poleżeć przy basenie i relaksować się nicnierobieniem. My odpoczywamy w zupełnie inny sposób,  więc tegoroczne wakacje rozpoczęliśmy łącząc swego rodzaju kulturę z przyjemnością. Padło na węgierską wieś Hercegkut.  To miejsce, które  większości Polaków nie mówi zbyt wiele, ale praktycznie każdy Węgier kojarzy to miejsce z doskonałym winem. I trudno się dziwić, bo tutejsze piwniczki są naprawdę wyjątkowe. Do tego stopnia , że zostały wpisane na listę UNESCO.  Na zdjęciach wyglądały uroczo. Na żywo jeszcze bardziej!   To nie jest zwykła uliczka z piwnicami. To miejsce wygląda, jakby ktoś postanowił w jednym miejscu zbudować osiedle dla hobbitów. I tylko zamiast herbaty serwuje się tutaj wyborne wino. Gdyby chcieć spróbować trunku w każdej z piwnic, myślę, że gdzieś w połowie drogi zarówno nogi, jak i język miałyby problem z poprawnym funkcjonowaniem. Bo każdy z rezydentów chętnie nalewał n...