Przejdź do głównej zawartości

Posty

W jakich miejscach pić kawę, czyli jak odkryliśmy Amarę.

 Po dwóch nocach spędzonych pośród gór i wulkanów przyszła pora na zmianę scenerii. Trochę żal było wyjeżdżać, ale perspektywa wykąpania się w Morzu Czarnym spowodowała, że dość sprawnie się pozbieraliśmy. I kiedy podążaliśmy w strone wybrzeża nadszedł moment, kiedy trzeba było coś zjeść i napić się kawy. Najlepiej z widokiem na coś ładnego. Jadąc palcem po mapie trafiłam na jakieś jezioro. Z reguły przy wodzie fajnie się siedzi, więc pojechaliśmy obczaić miejsce. I jak zwykle przez zupełny przypadek dojechaliśmy tam, gdzie z pewnością inaczej byśmy nie trafili. Okazało się, że jesteśmy w miejscowości Amara a niebieski punkcik na mapie to słone jezioro, które na dodatek jest bardzo bogate w lecznicze błoto. Można się więc ponacierać, usiąść na plaży i poczuć niczym dziecko. I to za zupełną darmoszkę. Jak ktoś chce, to może też zażyć płatnej, w pełni profesjonalnej kąpieli w jednym z pobliskich ośrodków. Ci, którym zaschło w gardle przez to siedzenie na słońcu, ugaszą pragnienie źró...
Najnowsze posty

Powulkaniczne skały, słone rzeki i inne atrakcje Rumunii

 Po nieudanej wizycie w ziemi ognistej musieliśmy się umyć. Przepływający nieopodal potok nadawał się do tego idealnie. Glina tak do nas przywarła, że spędziliśmy z godzinę na jej usuwaniu. Po kąpieli nie wyglądaliśmy może wyjściowo, ale mogliśmy zjeść posiłek czystymi rękami. Ja wiem, że minerały zawarte w glebie są dobre, ale jednak wolę się nie suplementować w taki sposób. Drugie śniadanie jedliśmy zapatrzeni w otaczający nas krajobraz i żujące trawę krowy, które łypały ku nam zadziwione. Może wyglądaliśmy na konkurencję do ichniego stołu? Nie wiem, choć się domyślam... ;) Zaczęło się wypogadzać, więc w drodze powrotnej chcieliśmy zobaczyć choć kawałek okolicy w której byliśmy, bo już sama droga wyglądała jak z sielskiego obrazka. Miało się wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie. Drogi, które nie doświadczyły asfaltu czy innych współczesnych wynalazków, drewniane płotki, przydrożne studnie, prowadzące donikąd mosty i wszechobecne kapliczki. Nie murowane a drewniane. Zupełnie inne ...

W drodze do ziemi ognistej

Po dniu zwieńczonym wizytą na wulkanach błotnych zasnęliśmy dosłownie w locie. Rano dźwiękowi budzika towarzyszyło rytmiczne uderzanie kropel deszczu o namiot. Pomyślałam, że może nie jest tak źle i do wschodu się wypogodzi. Taaaa... deszcz nawalał coraz bardziej. Droga wiodąca ku wulkanom zamieniła się w potok. Póki co niewielki, ale z dużymi perspektywami. W tej sytuacji mieliśmy do wyboru kąpiele błotne, siedzenie na kampingu pod jakąś wiatą lub objazd okolicy. Wybraliśmy to trzecie rozwiązanie. Tym bardziej, że i tak mieliśmy w planach odwiedzenie kilku miejscowych atrakcji. Padło na ziemię ognistą, czyli miejsce, gdzie wydobywające się z ziemi gazy tworzą spektakl na jej powierzchni. Podobno podczas deszczu woda bulgocze, więc to było dodatkową zachętą.   Jechaliśmy jakimiś bocznymi drogami, podziwiając po drodze widoki i zastanawiając się, czy damy radę przejechać w tym błocie. Na szczęście nasza Cilka jest bardzo ambitnym autem no i lubi wyzwania. ;)  Tak, jak my, ...

O tym, jak szukaliśmy rumuńskiego smoka

Wiecie, że w Rumunii mieszka smok? Serio, serio - taki najprawdziwszy. I nawet go odwiedziliśmy. A jak się to odbyło, opowiem ;) Dawno, dawno temu gdzieś w Rumunii było przepiękne królestwo, gdzie ludzie żyli niczym przysłowiowe pączki w maśle. Wiedli spokojne życie, byli szczęśliwi i zadowoleni. Do czasu, kiedy w okolicy pojawił się smok z nie jedną a siedmioma głowami. Żeby grzecznie zamieszkał, przyszedł i dzień dobry powiedział, to nie! Ów gagatek zaczął terroryzować okoliczną ludność. Niszczył i podpalał wszystko, co stanęło mu na drodze. Gdyby rzecz działa się w Polsce, pewnie król zaproponowałby pół królestwa wraz z ręką swojej córki temu, kto zgładzi uciążliwą bestię. W Rumunii nikt nie wpadł na taki pomysł, jednak śmiałków, pragnących wpisać się na karty historii było wielu. Niestety albo brakowało im albo siły albo sprytu, więc ich wysiłki nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Do czasu, kiedy pojawił się Arbanas - młodzieniec zamieszkujący pobliską wioskę. Niepozorny to męż...